Pechowy tydzień

Przyznam bez bicia: to był pechowy tydzień (w sumie półtora tygodnia, ale tydzień brzmi lepiej). Zaczęło się o tego, że chcąc zrobić przegląd samochodu dowiedziałem się, że jeżdżę na od grudnia na trzech oponach zimowych i jednej letniej!. Jakoś tak wyszło, że zabrałem złą z piwnicy, mechanik nie zwrócił uwagi podczas wymiany i proszę… Tego samego dnia dostałem jeszcze dość wysoki mandacik, ale o tym nie będę się rozwodził.

Kilka dni później spaliłem wiertarkę. Tania była, wytrzymała prawie 5 lat, żalu wielkiego nie było. Kupiłem nową (też tanią), tyle, że zainwestowałem w trochę lepsze wiertła. Ta wiertarka ma się spalić albo za 5 lat albo w ciągu najbliższych dwóch (jak będzie jeszcze na gwarancji).

Naprawdę ciekawie zrobiło się jednak w piątek. Wstajemy, kierunek łazienka. Ela odkręca ciepłą wodę i po chwili BOOM! Coś wybuchło. Pierwsza myśl Eli: Zosia spadła z łóżka. Moja pierwsza myśl: teściowa spadła ze schodów. Ale zaraz zaraz… nikt kto spada ze schodów lub łóżka nie eksploduje! A bachnięcie było naprawdę solidne. Po chwili jeszcze jedno BOOM! Trochę słabsze. Otwieram drzwi do pomieszczenia z kotłem gazowym, a tam smród spalenizny, z piecyka leci dym, a normalnie niebieski płomień gazowy teraz świeci się na pomarańczowo. Odciąłem gaz w mieszkaniu, Ela pojechała do pracy a ja zostałem organizować speca od pieca gazowego. Przyjechał po kilku godzinach, rozebrał kocioł, popatrzał, powiedział, że chyba wszystko jest dobrze, trzeba włączyć, sprawdzić i wyczyścić. Włączyliśmy, zrobiliśmy smoke testy, działa. Majster piecyk wyczyścił i skręcił. Elę coś podkusiło aby sprawdzić czy rzeczywiście. Okazało się, że nie. Kaloryfery grzeją, ale piecyk ciepłej wody już nie daje. No to majster ponownie piecyk rozebrał i z zakłopotaniem stwierdził, że chyba popsuł termostat. Nowy muszą sprowadzić z Poznania, kosztuje około 300zł, a o tym kto pokryje koszty wymiany pogadamy w poniedziałek. Genialnie! Od piątku do co najmniej wtorku nie mam ciepłej wody. Dobrze, że kaloryfery grzeją. Czekam na telefon od majstra. I mam tylko nadzieję, że to on pokryje koszty części którą popsuł. Ech…

Kopnięciem leżącego był sobotni poranek gdy okazało się, że jedno z kół w samochodzie jest przebite. Koszt wulkanizacji: 35zł. Porównując do kosztów mandatu i tego nieszczęsnego termostatu to już drobnostka…

Ciekawe co przeniesie następny tydzień…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.