OK, nie oświetlenie kuchenne w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale oświetlenie w fotografii przy wykorzystaniu akcesoriów kuchennych.
Niejaki Davide Jackson na swoim blogu umieścił wpis w którym prezentuje efekty wykorzystania różnych akcesoriów kuchennych do oświetlania ’studyjnego’. Można tam zobaczyć w akcji, między innymi: stalowy czajnik do herbaty, biały śmietnik, druszlak, tarkę, miski… Efekty są momentami bardzo interesujące, zachęcam do lektury (po angielsku, choć zdjęcia mowią same za siebie).
Zdjęcie pochodzi ze strony autora omawianego wpisu.
Czytuję od pewnego czasu blog Zawsze Kwadrat prowadzony przez Rudolfa. Zwykle z zainteresowaniem, bo blog ciekawy, Rudolf ma przyjemny sposób pisania i porusza interesujące mnie tematy. Wczoraj Rudolf popełnił wpis pod tytułem “Fotografia nocna - świat stanął na głowie” w którym to odnosi się do pewnego artykułu i krytykuje go w dość ostry sposób. Zaciekawiony krytyką przeczytałem opisywany artykuł i …
Zwykle nie wdaję się w polemikę, tym razem nie dałem rady i postanowiłem coś napisać. Rudolfie, od kogoś prowadzącego blog na tak wysokim poziomie oczekuję kilku rzeczy, w tym czytania ze zrozumieniem! Serio. Nie będę odnosił się do wszystkich twoich cytatów z oryginału, ale większość z nich jest wyrwana z kontekstu.
W skrócie:
nie każdy jest tak obeznany w temacie jak Ty. Ewidentnym targetem tego artykułu są osoby mało obecnane z fototechniką. Dla takich osób fakt, że w ciemnościach nie działa autofocus może być zupełną nowością. Także informacja, że gdy jest ciemno zwykły światłomierz odmawia posłuszeństwa nie jest każdemu znana
gdybyś do cytatu odnośnie ustawiania najwyższego ISO i przysłony dodał zdanie poprzedzające
“Working in manual is essential, and limiting the duration of the test exposures is wise, as they will be long”
stałoby się jasne, że autor piszę o zdjęciu testowym. Czyli tym, na podstawie którego ustawimy finalną ekspozycję. W końcu trzeba sobie jakoś radzić bez światłomierza przystosowanego do zdjęć nocnych (który swoje kosztuje)
jeśli nie mam obiektywu ze skalą odległości, nie mogę ustalić hiperfokalnej i nie posiadam odpowiedniego światłomierza to nie powieniem robić zdjęć w nocy? Rudolfie, proszę, nie rób z tego zajęcia wyłącznie dla fotograficznych geeków z potężnym instrumentarium
Odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie z wpisu: jest średnio, artykuł jest średni, świat ma zamiar się wywrócić, ale nie jest tak źle jak postulujesz. Target to bardzo popularne słowo i tworzy się tak, aby target zrozumiał.
Naszło mnie wczoraj pytanie: ‘Czy ja robię dobre zdjęcia?’. Pomyślałem trochę, przejrzałem moje fotografie i doszedłem do smutnego wniosku: niestety ja nie robię dobrych zdjęć. Smutne to, acz prawdziwe.
Po pierwsze, taki ze mnie artysta jak z koziej rzyci klarnet. Powiem więcej, jestem antyartysta. Zbyt dobrze mam chyba poukładane te cholerne trybiki w głowie. Kręcą się wszystkie zgodnie z zasadami fizyki i logiki i za nic nie chcą przestawić się na artyzm w artystycznym tego słowa znaczeniu. No za cholerę nie mogę dodać moim zdjęciom tego czegoś, co zrobiłoby z nich sztukę (nie mylić ze sztuką mięsa).
Po drugie, warsztat (uwaga, pisząc warsztat nie mam na myśli sprzęt!). To, że wiem jak coś działa nie znaczy, że potrafię to dobrze wykorzystać w celu stworzenia dobrego zdjęcia. Akurat warsztat dałoby się załatwić ćwicząc, ćwicząc i jeszcze raz ćwicząc, a później zaczynając od początku po konstruktywnej krytyce Mistrza. Tyle, że pojawia się seria problemów. Nie mam czasu, nie mam ochoty, przekształcać hobby w ciężką pracę. No i leniwy jestem.
Po trzecie, tak naprawdę, lubię robić zdjęcia głównie dla samego faktu zrobienia go. Największą poziom ekscytacji mój umysł osiąga ułamek sekundy przed wciśnięciem spustu migawki. Uwielbiam przeciągać zrobienie zdjęcia. Trzymam palec na spuście, kadr ustawiony, wszystko gotowe, a ja czekam… Nie czekam na przypływ weny twórczej, boską interwencję, nie modlę się o dobre zdjęcie. Po prostu lubię ten moment: teraz tylko wcisnąć spust i … I nie jest to chyba oznaką dobrego fotografa Po fakcie zrobienia zdjęcia jest już gorzej. Przejrzę co popełniłem, usunę co gorsze, czasami obrobię i tyle… Bo zwykle jak porównam moje ‘dzieło’ do prac dobrych fotografów, to widzę kolosalną różnicę.
Czy te trzy powody oznaczają, że powienienem przestać robić zdjęcia? Oj nie nie… One tylko mówią, że nie robię dobrych zdjęć. A przynajmniej tak dobrych jakbym chciał. Lubię robić zdjęcia i będę je robił. Tylko obmywam jest z warstewki naciąganego artyzmu i fałszywego przeświadczenia w siłę ich przekazu.
Inną sprawą jest to, czy moje zdjęcia podobają sie innym. Nie wykluczam, że mogą się podobać, może nawet mam grupę swoich odbiorców, tylko jeszcze o niej nie wiem. Jak komuś się podobają, to niech się zgłosi i połechcze moje ego. Będzie mi miło….
Wyposażam domowe ‘studio‘ fotograficzne. Powoli kompletuję oświetlenie, tła i inne przydatne narzędzia. W zasadzie wszystkie rzeczy można kupić gotowe, ale czemu mam iść na łatwiznę? Lubię majsterkować, a każdy grosz jest na wagę złota. Czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i części elementów nie wykonać samemu?
Na pierwszy ogień poszedł ekran odblaskowy. Taka duża blenda studyjna. Do konstrukcji szkieletu ekranu użyłem rurek hydraulicznych PCV. Są relatywnie tanie, lekkie, proste w łączeniu i obróbce. Trochę danych technicznych mojego ekranu:
Każdy, kto w pewnym momencie swojej przygody z fotografią zapragnie posiadać w domu namiastkę studia fotograficznego, stanie przed problemem wyboru teł. Tła są różne. Tanie, drogie, papierowe, plastikowe, duże, małe. Każde tło trzeba jednak jakoś zamocować aby mogło spełniać swoją rolę. A gotowe systemy zawieszania teł do tanich nie należą. Oj nie… Na szczęście, nie ma takiej rury, której nie można odetkać, czyli czemu nie improwizować?
O wielu lat jestem zwolennikiem przeglądarki internetowej Mozilla Firefox. Stałem się nim, gdy Firefox nie nazywał się Firefox a Firebird. Używam Firefoxa od wersji chyba 0.5 i obecnie nie wyobrażam sobie pracy jako web developer bez tej przeglądarki i pluginu FireBug.
Tym co przekonało do FF była szybkość pracy, lekkość, karty, bezpieczeństwo… Niestety, ostatnimi czasy FF zapomniał o swoich zaletach. Z wersji na wersję stawał się coraz większy i większy. OK, dalej był szybszy w pracy od Internet Explorera (samo zło), lecz to, jak długo się uruchamiał i ile zajmował pamięci operacyjnej stawało się koszmarem. Wystarczyło poużywać trochę jakiejś zaawansowanej strony internetowej obficie wykorzystującej Ajax i po godzinie moja ulubiona przeglądarka zajmowała jakieś 400MB pamięci operacyjnej (nie licząc pamięci wirtualnej). Samo uruchamianie potrafiło trwać nawet minutę. Jak na ‘najlepszą’ przeglądarkę na rynku to trochę za dużo. OK, nie mam najszybszego komputera, gdyż używam głównie 2 letniego notebooka z Celeronem M430 i 2GB pamięci, ale na dużo wydajniejszym komputerze stacjonarnym też nie było znacznie lepiej.
Drodzy czytelnicy, dziś będzie o lampach błyskowych. Trochę o ich zasadzie działania, kontroli błysku, wykorzystaniu w zdjęciach w pomieszczeniach i plenerze. Nie zabraknie też odrobiny matematyki, ale obiecuję, że nie będzie bolało. Skupimy się na lampach z gorącą stopką, czyli takich przeznaczonych do bezpośredniej pracy z aparatem fotograficznym, zostawiając lampy studyjne na boku. To zupełnie inne zagadnienie, choć większość założeń będzie wspólna dla obu typów.
Podstawy, budowa, zasada działania
Zaczynamy. Lampa błyskowa jest przenośnym źródłem światła do zastosowań fotograficznych. Od światła ciągłego (słońce, żarówka, świetlówka) odróżnia ją to, że generowane przez nią błysk jest po pierwsze bardzo mocny, a po drugie bardzo krótki (tysięczne części sekundy). Ten bardzo krótki błysk musi dostarczyć wystarczająca ilość światła do fotogrowanego obiektu, aby starczyło go do poprawnego naświetlenia sceny. W związku z krótkim czasem błysku wiąże się kilka ważnych dla fotografa rzeczy, ale o tym w dalszej części tekstu.
Lampa błyskowa (pomijamy żarówki spaleniowe, magnezję i inne archaiczne wynalazki) zawsze składa się z trzech głównych elementów:
palnika ksenonowego będącego źródłem światła
kondensatora gromadzącego ładunek elektryczny potrzebny na wytworzenie błysku w palniku
przetwornicy podwyższającej napięcie zasilania lampy (na kilkaset wolt) w celu przechowania w kondensatorze i późniejszego przekazania do palnika