Blenda dobra rzecz, blenda ma wadę: do blendy potrzeba asystenta lub statywu z odpowiednim uchwytem. Asystent czasami jest, czasami nie ma i nie ma kogo zaprosić do roli “oświetlacza”. Statyw oświetleniowy jakimś gigantycznym wydatkiem nie jest, ale specjalny uchwyt do blendy to wydatek już około 100zł. Jak dla mnie, zdecydowanie za dużo jak za kawałek rurki z dwoma klamerkami.
Podczas zakupów w jednym z marketów (nazwy nie wymienię, nie będę robił reklamy) natknąłem się na klamerki/klipsy do zamykania otwartych torebek (na przykład po czipsach). Lewy neuron pogadał chwilę z prawym neuronem i powstał prosty plan: z dwóch klamerek, drewnianej listwy, kilku wkrętów i taśmy izolacyjnej też da się zbudować uchwyt do blendy.
Sposób wykonania jest banalnie prosty:
- listwę przycinamy do długości większej o kilka centymetrów od średnicy blendy. Te dodatkowe centymetry posłużą do zamocowania klipsów
- dwa klipsy przykręcamy do listwy za pomocą wkrętów. Warto dać podkładki aby nie uszkodzić klipsów. Odległość pomiędzy klipsami powinna być taka, aby swobodnie można było przypiąć do nich blendę
- w moim uchwycie zdecydowałem się na mocowanie na uchwycie do parasolek, co znacznie uprościło konstrukcję: do mocowania wystarcza duży wkręt po środku listwy owinięty taśmą izolacyjną w celu zwiększenia jego średnicy ( i po części bezpieczeństwa)
I to tyle. Efekt końcowy wygląda tak:



Czytając wczoraj ten wpis na fotoblogia.pl doszedłem do wniosku, że autor równi dobrze mógłby dodać tam pozycję: aparat fotograficzny. Zbyt ogólna ta lista. Trochę pomyślałem i postanowiłem stworzyć własną listę rzeczy które warto zabrać. Szybko napotkałem na jeden poważny problem: nie zawsze wszystko jest potrzebne. Wiele zależy od długości wyprawy, warunków pogodowych, dopuszczalnego obciążenia i celu. Moją listę postanowiłem przystosować więc do zmiennych warunków.
Na początek jednak lista rzeczy które zdarza mi się zabierać ze sobą na wyprawy:
- aparat - to chyba logiczne i oczywiste, w szczegóły wchodzić nie będę. Należy jednak wspomnieć, że jego rozmiar i waga determinuje choćby wybór torby czy plecaka
- obiektywy - jeśli mamy lustrzankę i więcej niż jeden obiektyw, pojawia się problem: które zabrać. Nie wiem jakie zdjęcia robicie, ale moja rada jest taka: zawsze bierzemy obiektyw szerokokątny lub tak zwany spacer zoom (z szerokim zakresem ogniskowych) i ew. nasze ulubione szkło. Obiektywy bardziej specjalizowane i teleobiektywy wyłącznie gdy spodziewamy się ich użyć. Szkoda miejsca i zmęczenia ramion przy taszczeniu całej szklarni. Tak na marginesie, sprawdźcie jakich ogniskowych najczęściej używacie (na przykład programem ExposurePlot). Może to diametralnie zmienić Wasze pojęcie o tym, jaki obiektyw jest Wam najbardziej potrzebny i najczęściej przydatny. Mój zestaw podstawowy to Nikkor 18-135 AF-S DX (spacer zoom) i Nikkor 50 f/1.8 AF ze względu na wspaniałą jakość zdjęć z tego szkła.
- zewnętrzna lampa błyskowa - jeśli macie, czasami warto ją brać nawet w plener. Lekki błysk wypełniający może zdziałać cuda przy zdjęciach w pełnym słońcu. Ja swoją biorę prawie zawsze.
- torba - torba powinna być przystosowana do aparatu, ew. obiektywów i wszystkich innych rzeczy które zdecydujecie się ze sobą zabrać. Niestety torby mają podstawowy problem: są wygodne wyłącznie gdy są stosunkowo małe. Duże torby są niewygodne i szybko męczą ramiona. W związku z tym, osobiście posiadam torbę (obecnie Case Logic SLRC3) i plecak fotograficzny. Czemu tak? Na krótkie wyprawy, gdy nie zabieramy zbyt dużo szpei, torba lepiej się sprawdza. Z kolei w dłużych wyprawach, lub gdy zabraliśmy więcej sprzętu, plecak jest o niebo wygodniejszy. Równiej rozkłada cieżar na ramionach, mądrze użyte pasy biodrowy i piersiowy to prawdziwe zbawienie, jest pojemniejszy i zwykle da się do niego wepchnąc jeszcze butelkę z piciem, jakieś kanapki, czy batony.
- zasilanie - tutaj też trzeba podejść systemowo. Rozładowane baterie to koszmar, lecz targanie dodatkowych akumulatorów to dodatkowy ciężar. Ja rozwiązałem ten problem w następujący sposób: na podstawowym aku mogę zrobić około 500 zdjęć i zawsze zabieram naładowany do pełna. W przypadku wycieczek kilkugodzinnych biorę tylko podstawowy akumulator. Jadąc gdzieś na cały dzień lub zakładając mocne focenie, wspomagam się dodatkowym aku (akurat u mnie jest to 6 aku AA w koszyczku do gripa). Ładowarkę do podstawowego aku biorę wyłącznie przy wyjazdach dłuższych niż 1 dzień, kiedy wiem, że będę miał jej gdzie użyć. Nigdy nie biorę ładowarki do akumulatorów AA (body z gripem i lampa błyskowa), wolę zabrać dodatkowy zestaw aku. Wyjątkiem mogą być są wyprawy kilkudniowe.
- karty pamięci - nie wiem ile Wy zdjęć robicie, ale w moim przypadku zestaw 4+2GB sprawdza się w zupełności. Jadąc na tydzień, dwa, można zabrać wiecej GB. Zależy od potrzeb, trzeba samemu zdecydować
- statyw - statyw to jest takie dziwne akcesorium podczas wypraw fotograficznych: zawsze jest źle. Gdy zabrałem, narzekam bo okazał się niepotrzeby. Gdy nie zabrałem, narzekam bo jednak mógł się przydać. Osobiście biorę wyłącznie gdy wiem, że będzie mógł się przydać. Nie ma sensu targać tych kilka kilo tylko po to aby mieć i wyglądać pr0
- wężyk spustowy - biorę statyw, biorę i wężyk
- filtry - jak ktoś ma i używa to można. Filtrem który zawsze warto mieć ze sobą jest szara połówka. Przydaje się także polaryzacyjny, ale warto brać tylko gdy spodziewamy się słońca. Gdy niebo jest chmurzone: nie warto. Możliwość eliminacji odbić z powierzchni niemetalicznych raczej nie przydaje się w plenerze. Gdy lubimy robić zdjęcia B&W warto pomyśleć o filtrze czerwonym. Ale tylko wtedy. Na marginesie, moim zdaniem, jedynymi filtrami jakie warto kupować są filtry w systemie Cokin. Olbrzymia oszczędność miejsca i pieniędzy gdy mamy obiektywy o różnych średnicach gwintu
- blenda - lubię używać blendy. Z blendą jest jednak jeden problem: wymaga asystenta. Jeśli idziecie sami, blendę można sobie odpuścić
- środki czyszczące:
- ściereczka z mikrofibry - do czyszczenie optyki: zawsze!
- chusteczki do nosa - idealne do osuszania sprzętu po deszczu, błocie i tak dalej: zawsze!
- gruszka - raczej nie, wyłącznie na dłuższe i specjalistyczne wyjazdy
- inne akcesoria o których raczej się nie pamięta, ale mogę się przydać i nie zajmują zbyt wiele miejsca:
- woreczek silica żel - wrzucony do torby czy plecaka pomaga zmniejszyć wilgotność. Wiadomo: sprzęt foto i wilgoć nie idą w parze
- sznurek - brzmi dziwnie, ale sznurek się czasami przydaje: o jaki ładny kwiatek, tylko ta gałązka przeszkadza. Nie trzeba ucinać gałązki, wystarczy użyć sznurka i gałązkę odgiąć
- duży worek plastikowy - na ratunek podczas ulewy
- nóż/scyzoryk - nigdy nie wiadomo kiedy przyda nam się ostry nóż. I nie mówie o obronie siebie, czy swojego mienia
- butelka wody
- coś do przegryzienia
- skrócony zestaw pierwszej pomocy - nie, nie cała apteczka, za duże. Wystarczy kilka plastrów, może bandaż i tabletki przeciwbólowe
- mapa
To chyba koniec listy. Pozostało już tylko zdecydować co zabrać. Poniżej moje typy:
- krótki spacer
- torba
- aparat
- spacer zoom i czasami jeszcze jedno szkło
- lampa błyskowa
- filtr szary połówkowy
- jeśli idziemy z kimś, można pomyśleć o blendzie
- dłuższy spacer (ponad godzina marszu)
- plecak
- aparat
- spacer zoom i jeszcze jedno szkło
- lampa błyskowa
- filtr szary połówkowy
- jeśli idziemy z kimś, można pomyśleć o blendzie
- woda
- coś do przegryzienia
- wyjazd 1-dniowy samochodem w plener:
- zestaw jak na dłuższy spacer plus:
- statyw do samochodu, na miejscu decyzja czy zabierać
- mapa
- zestaw dodatkowych akcesoriów jak nóż i tak dalej
- wyjazd na 1-2 dni
- zestaw jak na wyjazd 1-dniowy plus:
- zasilanie
- naprawdę bardzo dług wyjazd na którym fotografia nie jest najważniejsza:
- krótki spacer plus:
- zasilanie
- mapa
- zestaw dodatkowych akcesoriów jak nóż i tak dalej
- dodatkowe karty pamięci
- wyjazd rowerem w plener:
- plecak, reszta według uznania, ja skłaniam się raczej do wersji “krótki spacer” z mapą, wodą i czymś do przegryzienia
I to chyba tyle. Jeśli macie jakieś uwagi, zapraszam!
Czasami, nie często, lecz czasami, czuję potrzebę pochwalenia się jakimś zdjęciem. Jeszcze rzadziej czuję potrzebę pochwalenia się zdjęciem “studyjnym” a zupełnie raz na jakiś czas chcę pokazać jak zrobiłem to zdjęcie, czyli jak ustawiłem oświetlenie i tak dalej. Tutaj pojawia się problem: opis słowny jest mało wyrazisty, a ręczne malowanie w programie graficznym zbyt czasochłonne. Na ratunek przychodzi strona Professionalsnapshots z aplikacją flash pozwalającą na szybkie tworzenie diagramów oświetlenia studyjnego.

Choć program ma kilka wad, to zalety zdecydowanie przeważają. Zachęcam do wypróbowania samemu.
Jakoś tak się złożyło, że dostaję sporo informacji prasowych z różnych firm. Cóż, przez pewien czas prowadziłem serwis internetowy, to ludzie przysyłali prasówki. Ponieważ serwisu już nie prowadzę, prasówki zaczęły mnie trochę denerwować. Kilka razy odsyłałem maile z uprzejmą prośbą o zaprzestanie procederu. Z różnym skutkiem, głównie miernym. Ostatnio ponawiam próby, tym razem w trochę ostrzejszym tonie powołując się na odpowiednią podstawę prawną. I chyba działa, ludzie jakoś poważniej patrzą na artykuły, dzienniki ustaw i paragrafy, a kilka firm PRowych grzecznie mnie przeprosiło i obiecało nie wysyłać prasówek i innego spamu. Jakby ktoś chciał spróbować, poniżej moja formułka:
Zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. (t.j. Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926), Art. 32, punkt 6, domagam się usunięcia moich danych osobowych, w szczególności dotyczy to adresu e-mail z Państwa bazy danych.
Zgodnie z zapowiedzią, postanowiłem zmierzyć stopień samorozładowania ogniw Energizer 2500mAh (tak naprawdę ogniwa są Sanyo, a Energizer je tylko oznaczył swoim logo). Anyway, wyniki są raczej kiepskie, choć i tak lepsze niż myślałem.
- 4 dni
- pojemność nominalna: 2500mAh
- pojemność rzeczywista: 2310mAh
- pojemność zmierzona: 2120mAh
- 7 dni
- pojemność nominalna: 2500mAh
- pojemność rzeczywista: 2300mAh
- pojemność zmierzona: 2030mAh
- 14 dni
- pojemność nominalna: 2500mAh
- pojemność rzeczywista: 2270mAh
- pojemność zmierzona: 1650mAh
- 21 dni
- pojemność nominalna: 2500mAh
- pojemność rzeczywista: 2290mAh
- pojemność zmierzona: 1120mAh
- 28 dni
- pojemność nominalna: 2500mAh
- pojemność rzeczywista: 2300mAh
- pojemność zmierzona: 450mAh
Na sam koniec naładowałem 4 ogniwa do pełna i odłożyłem na 6 tygodni. Dopiero ten test obnażył słabość ogniw. Z 4 ogniw tylko 2 miały w sobie trochę energii (około 200mAh). Pozostałe dwa były martwe. Wniosek: nie kupować ogniw 2500mAh produkcji Sanyo, nie ważne, czy sprzedawane jako Sanyo, czy Energizer, czy pod jeszcze inną marką.
Będzie dziś o jednej z największych ściem marketingowych w dziedzinie fotografii. W dodatku takiej, którą podchwyciły miliony. O czym mówię? O zoomie, czyli o wartości która nic nie znaczy, a prawie wszyscy patrzą na nią kupując aparat cyfrowy. Ale zacznijmy od początku, czyli wyjaśnijmy sobie, czym jest zoom.
Zoom jest to stosunek dłuższej ogniskowej do krótszej ogniskowej obiektywu zmiennoogniskowego.
Proste. Innymi słowy, dla obiektywu 30-90mm, zoom wynosi 3, a dla 18-135 wynosi 7,5. No i pięknie. Jest tylko jeden problem. Zoom jako taki nie mówi absolutnie nic o bardzo ważnej cesze obiektywu: kącie widzenia. Dlaczego? Gdyż jest to stosunek dwóch ogniskowych. Ginie informacja o tym, czy są to ogniskowe “długie“, czy “krótkie“. Przykład: weźmy dwa obiektywy: 10-20mm i 100-200mm. Dla obu zoom wynosi 2, lecz są to zupełnie inne obiektywy. Pierwszy jest bardzo szerokokątny, drugi to już teleobiektyw. A zoom co? Zoom stoi w miejscu.
Moja rada: wybierając aparat nie patrzmy na zoom. Ta wartość naprawdę nie mówi nic konkretnego. Wysilmy się trochę i poszukajmy ogniskowych na obu końcach obiektywu, przeliczmy na ekwiwalent dla klatki 35mm i ruszmy trochę głową. Przydaje się!
Robimy dym! Oczywiście w sensie fotograficznym, czyli jak fotografować dym. Z jednej strony sprawa jest prosta, bo do fotografii dymu nie trzeba zbyt dużo sprzętu. Z drugiej, dość trudna bo dym jest nieprzewidywalny i większość zdjęć jest do wyrzucenia. Po prostu nie da się zaplanować kadru, dym zawsze pójdzie tam, gdzie ma ochotę, a nie gdzie my chcemy.
Na początek lista potrzebnych szpei:
- aparat (chyba oczywiste), w moim przypadku Nikon D80
- stół
- zewnętrzna lampa błyskowa, tutaj Nikon SB600
- czarne tło
- trochę czarnego papieru technicznego aby stworzyć coś na kształt strumienicy
- statyw
- źródło dymu
Czytaj dalej… »
Pora na drugą część Nieustającego Testu Akumulatorów. Tym razem na dywanik poszły dwa typy ogniw:
- Ni-Cd Forever 800mAh AA, rok produkcji 2005, 10 sztuk. Firma Forever chyba nigdy nie słynęła z produkcji najlepszych ogniw, jednak te ogniwa pozytywnie mnie zaskoczyły. Przez 3 lata mądrego użytkowania (czyli staranie się o pełne rozładowanie ogniw) nie padło ani jedno ogniwo. Zmierzona pojemność waha się od 620mAh (1 ogniwo) do 810mAh (3 ogniwa) ze średnią 745mAh i medianą 765mAh. Moja opinia: porządne aku, niska pojemność, ale w miarę prawdziwa. Do tego niskie samorozładowanie
- Ni-Mh Energizer 2500mAh, AA, rok produkcji 2006, 4 sztuki. Po dwóch latach sporadycznego użytkownia pojemność ogniw waha się od 2270 do 2310mAh. Mogłoby się wydawać, że firma taka jak Energizer nie powinna wypuścić bubla. Niestety tak się nie stało. Co prawda spadek pojemności nie jest aż tak straszny, ale samorozładowanie jest tragicznie wielkie. Dokładnych pomiarów jeszcze nie mam, ale wrażenie jest takie, że po tygodniu w ogniwach zostaje około 50% pojemności. W chwili obecnej ogniwa są uformowane, naładowane i czekają do środy na test spadku po tygodniu od naładowania.