Pingwin Rico

Pingwin Rico w Eberswalde Eberswalde, sierpień 2015

Starsza córka stwierdziła, że to Rico z Pingwinów z Madagaskaru. Bo ja wiem? Niby wzrok wystarczająco wredny, ale brak blizny psuje efekt wizualny. A może to Kowalski? Pływał i pływał i wyglądał jakby coś wymyślał…

 

Jak dobrze wstać skoro świt

Mgła o świcieDobra, sierpień 2015

Podobno wstawanie przed świtem ma swoje zalety. Jakoś mi się nie wydaje. Osobiście, wczesne wstawanie uważam za abominację. Wstawać powinno się wtedy, kiedy jest się wyspanym, a nie dlatego, że tak się powinno. No ale służba nie drużba, do pracy chodzić trzeba, a czasami dojeżdżać do kraju za Odrą. Takie życie. Raz na jakiś czas są jednak poranki, które chociaż częściowo osładzają konieczność zerwania się z łóżka po 5 rano. Szczególnie te mgliste, tworzące bajkową atmosferę za oknem.

 

2 lata Berlinie

Berliner Dom, Katerdra BerlińskaKatedra Berlińska, lipiec 2015, Berlini

Wstyd przyznać: od dwóch lat mieszkam w Berlinie, do Szczecina przyjeżdżam tylko na weekendy, a w ogóle nie znam tego miasta. Drogę w domu do pracy znam doskonale, wiem gdzie jest Alexanderplatz, Brama Brandenburska, Wyspa Muzeów i to w zasadzie tyle. Przez 2 lata jakoś nigdy się nie złożyło. Dziwne… Może w przyszłym roku uda się nadrobić? Wątpię.

Sztorm

Plaża w KołobrzeguKołobrzeg, 2008

Morze Bałtyckie latem jest bez sensu. Już kiedyś o tym pisałem. Zima, wiosna i jesień to zupełnie inna bajka. Nie ma tyle ludzi, pogoda dużo ciekawsza, można sobie sztorm z bliska obejrzeć. OK, nie jest może zbyt ciepło, popływać się nie da i łatwo w deszczu zmoknąć. Ale poza tym, genialne. A szczególnie sztorm. Czy to na zdjęciu powyżej to już sztorm, nie wiem. Wiało mocno, fale po uderzeniu w falochron rozbryzgiwały się imponującym pióropuszem.

Jeśli do tej pory nie miałeś okazji „skosztować” Bałtyku poza sezonem, to polecam. Tylko ubierz się ciepło i wodoodpornie.

Poznań

Poznań

Poznań, sierpień 2015

Wstanie człowiek na kacu w obcym mieście i nie mając co robić pójdzie trochę pospacerować. Bo reszta grupy na jeszcze większym kacu próbuje wygrzebać się z łóżka i jakimś cudem zejść na śniadanie. A ile można siedzieć w restauracji hotelowej i pić kawę? Więc chodzi człowiek noga za nogą i patrzy. Aparat wyciągnie, knota popełni. U tu właśnie ujawnia się gigantyczna przewaga smartfonu z w miarę sensowym aparatem nad nawet najbardziej zaawansowanym kompaktem, lustrzanką, czymkolwiek innym. Mamy go zawsze pod ręką. Nie trzeba specjalnie zabierać aparatu, nie trzeba go dźwigać, wyciągać,  pamiętać. Smartfona wyciągamy z kieszeni i już. A co z tego wyciągnięcia wyjdzie, to już zupełnie inna sprawa.

 

Duża matówka

Lubitel 166B

Któregoś dnia wyciągną Lubitela 166B z szuflady, rolkę filmu 120 (Foma, no bo jak) z lodówki i popełnię kilka knotów. Któregoś dnia, na wiosnę? Pewnie nic z tego nie wyjdzie, bo bym musiał jeszcze kupić chemię, choć gdzieś powinna być butelka Rodinalu,  kupić papier, odszukać na strychu i rodziców powiększalnik. Większe przedsięwzięcie. Na cały weekend jak nic. O, i kuwety kupić, łazienkę zaciemnić. Poważna sprawa. Więc jak nic z tego nie będzie. Szkoda, bo lubię mojego Lubitela. Jest taki inny… Może starsza córka złapie bakcyla zanim aparat rozpadnie się ze starości? Zobaczymy…