Transformers

Poniższy tekst na pewno nie będzie tekstem na czasie (spóźniłem się kilka tygodni), ale trudno. Dnia wczorajszego obejrzałem film Transformers, dnia dzisiejszego napiszę kilka słów na jego temat. Aby nikogo nie męczyć, będzie krótko i treściwie.
Filmów opartych na komiksach i kreskówkach mamy już całe krocie. Trzy części Spidermana (moim zdaniem film w okolicach średniej, da się obejrzeć, ale nie zachwyca), trzy części X-man (raz lepiej raz gorzej, ogólnie powyżej średniej i ogląda się przyjemnie), jakieś Hulki, Fantastyczne Czwórki (akurat tego nie widziałem) i wreszcie przebój tego lata: Transformers. Spora konkurencja? Jak Autoboty i Decepticony wypadną na tle pająków i mutantów? Zobaczmy.
Po pierwsze, trzeba wyjaśnić kto stoi za filmem Transformers. A jest to nikt Michael Bay (reżyseria i produkcja) i Steven Spielberg (produkcja). O ile pana Spielberga nie trzeba nikomu przedstawiać, to najprawdopodobniej Michael Bay jest dla Was mniej znany. A szkoda, bo to dzięki niemu mogliśmy oglądać takie filmy jak: Bad Boys, Bad Boys 2, Wyspa, Pearl Harbor (no, moim zdaniem to mu się średnio udało), Armageddon, czy Twierdza. Dobre kino? Moim zdaniem dobre: dynamiczna akcja, odrobina dobrego humoru, super efekty.
OK, wracamy do samego filmu. Po pierwsze, twórcom Transformers udało się uniknąć dwóch popularnych trendów w kinie hollywoodzkim: szukania pozytywnych cech bohaterów negatywnych i patriotycznego patetyzmu. Źli bohaterowie, czyli Decepticony są złe i już. Ani reżyser, ani scenarzyści nie starali się znaleźć w nich choćby jednej pozytywnej cechy. Tworzy to świetny kontrast względem dobrych autobotów i upraszcza odbiór filmu. Ale lepszy był brak tego patriotycznego patetyzmu: nie dopatrzyłem się dumnie powiewających flag USA, tekstów w stylu „jaka to ta ameryka jest fajna i stoi na straży światowego pokoju”. Czyż to nie miła ulga?
Gra aktorów (piszę o ludziach) nie powala na kolana. Ale to nie szkodzi. Aktorzy są, grają równo, nie razi w oczy brak warsztatu i popelina znana choćby z polskich produkcji. Nie są to wyżyny aktorstwa, ale do dolin też dużo brakuje. No i śliczna Megan Fox…. mniam….
Sam film jest zmontowany niezwykle dynamicznie, akcja jest wartka i wciąga. Co z tego, że fabuła jest prosta jak szyny kolejowe. Ci są dobzi, ci są źli, dobzi biją się ze złymi, źli mają przewagę, ale w sumie dobrzy kopią tyłki tym złym i panuje pokój. Znamy to z setek filmów, ale to szczegół. Historia jest opowiedziana i pokazana tak dynamicznie, że nie ma czasu na skupianie się na prostocie fabuły. Czas spędzony w kinie nie dłuży się (no dobra, pierwsza godzina filmu momentami trochę przynudza). Powiem szczerze, większość filmu przesiedziałem z lekkim karpikiem na ustach czekając na to, co będzie dalej (nie, nie na zakończenie, nie na to czy dobzi wygrają, po prostu co będzie w następnej scenie).
Polecam Transformers każdemu kto ma ochotę na 2 godziny 20 minut świetnej zabawy!

Just Mobile PP-07 – pierwsze wrażenia

OK, ładowarka awaryjna Just Mobile PP-07 opisana przeze mnie w poprzednim poście przeszła pierwszy chrzest bojowy: trasa Szczecin-Warszawa (plus 1 dzień na miejscu) – Szczecin. W trakcie całego wyjazdu:

  • PDA rozładowało się do około 30% pojemności po czym zostało naładowane PP-07 które straciło około 33% swojej pojemności
  • PP-07 naładowane przez złącze USB z notebooka w trakcie 3 godzin
  • PDA rozładowane do około 20% i naładowane. W trakcie ładowania Battery Extender znów stracił około 1/3 zmagazynowanego prądu

Moje podsumowanie: to jest to. Urządzonko spełniło w 100% pokładane w nim nadzieje. I o to właśnie chodzi, czyż nie?

Nowy gadżet

Ja to chyba mam coś z tymi gadżetami, a szczególnie z gadżetami typu „źródło zasilania”. Po zakupie ładowarki słonecznej i konstrukcji własnego Battery Extendera (który miał kilka wad) przyszedł czas na zakup „firmowego” zasilacza awaryjnego: Just Mobile PP-07.

215473449.jpg

Muszę, przyznać, iż „toto” jest malutkie: około 7,5x3x2cm. Dwa złącza USB: jedno do ładowania aku, drugie do zasilania urządzeń zewnętrznych. Wyłącznik, trzy diody sygnalizacyjne i tyle. A w środku akumulator Li-Ion 2200mAh. Draństwo przechodzi właśnie pierwszy cykl ładowania, wkrótce napiszę parę słów o tym, jak się sprawuje w akcji.